Alarm bombowy i kolorowe balony, czyli… o kulisach mistrzostw młodych programistów

57

Kilkanaście lat temu podczas światowych finałów tej imprezy ogłoszono alarmalarm-bombowy-i-kolorowe-balony-czyli-o-kulisach-mistrzostw-mlodych-programistow bombowy, kilka lat później system odrzucał dobre rozwiązania uczestników, a przyjmował niepoprawne. Kiedy po raz pierwszy wygrywali ją Polacy, zdezorientowani amerykańscy dziennikarze pytali: w którym stanie USA znajduje się Warszawa? Na Akademickich Mistrzostwach Świata w Programowaniu Zespołowym – bo o nich mowa – zawsze jednak jest kolorowo, bo do stanowiska drużyny, która rozwiąże zadanie poprawnie, doczepiany jest balon oznaczający to zadanie.

W tym roku gospodarzem Akademickich Mistrzostw Świata w Programowaniu Zespołowym (ACM ICPC), które odbędą się między 14 a 18 maja w Warszawie, jest Uniwersytet Warszawski.

Pierwszy raz mistrzostwa zorganizowano w 1977 roku, a pierwszym zwycięzcą został zespół z Michigan State University. Wówczas wszystko przebiegło zgodnie z planem, jednak historia mistrzostw obfituje w nieoczekiwane wydarzenia.

W 1997 roku w San Jose podczas nagradzania laureatów ogłoszono alarm bombowy. W 2000 roku w Orlando (USA) błąd w oprogramowaniu spowodował, że system przyjmował niepoprawne rozwiązania, a odrzucał właściwe. W 2011 roku z powodu awarii sprzętu rozgrywki Akademickich Mistrzostw Europy Środkowej trwały siedem godzin zamiast planowanych pięciu.

Polskie drużyny zwyciężyły w konkursie dwukrotnie. Za każdym razem byli to informatycy Uniwersytetu Warszawskiego. Pierwszy raz ta sztuka udała się w 2003 roku w Beverly Hills. „Za pierwszym razem wszyscy byli zszokowani. Szukali, w którym amerykańskim stanie znajduje się Warszawa. Gdy okazało się, że znajduje się w Europie, na mapach zaczęto szukać Polski” – wspomina dyrektor tegorocznych finałów prof. Jan Madey z Uniwersytetu Warszawskiego.

Drugie zwycięstwo polscy informatycy wywalczyli w 2007 roku podczas zawodów w Tokio. „Podczas ceremonii ogłaszania wyników, usiedliśmy na końcu sali w ostatnim rzędzie nie wiedząc, że wygraliśmy. Potem, gdy nas wyczytano jako zwycięzców, można było przejść przez całą salę i zbierać oklaski” – powiedział prof. Madey.

„Wtedy pierwszy raz zaistnieliśmy na forum publicznym. Gdy nasze zwycięstwo zauważono również w mediach, informatyka stała się narodowym sportem intelektualnym” – dodał.

W jaki sposób zaczęła się historia udziału polskich drużyn w mistrzostwach? Pierwszy raz drużyna z Polski uczestniczyła w konkursie w 1994 roku. Byli to studenci informatyki UW, którzy zwyciężyli w europejskich zawodach regionalnych w Amsterdamie.

„Gdy dowiedziałem się, że ktoś organizuje taki konkurs w Europie, to złapałem kilku swoich byłych wychowanków i powstała pierwsza drużyna. Nic nie wiedzieliśmy o konkursie, to była drużyna znikąd. Pojechali i wygrali, co było dużym zaskoczeniem” – powiedział PAP prof. Jan Madey.

Kolejny sukces przyszedł w 1995 roku podczas Akademickich Mistrzostw Europy Środkowej w Bratysławie. Jednym ze zwycięzców był Marcin Mucha. „Konkurs jest wyjątkowy m.in. dlatego, że trzy osoby muszą posługiwać się jednym komputerem. To wręcz zmusza do współpracy i dobrego zrozumienia w grupie” – wyjaśnił w rozmowie z PAP Mucha.

Prof. Madey podkreślił, że przed zawodami informatycznymi zupełnie jak przed sportowymi trzeba się zaaklimatyzować, zgrać, rozluźnić i przygotować. „W dzień finałów trzeba być w najlepszej formie fizyczno-psychicznej” – powiedział PAP.

W ramach rozluźniania przed zawodami w San Jose, polska drużyna odwiedziła park sekwojowy, w Atlancie jeździła na specjalnie wynajętych torach samochodowych. W Filadelfii polscy studenci spotkali się z szachowym mistrzem Garrim Kasparowem, który wtedy rozgrywał swój pierwszy pojedynek z komputerem Deep Blue.

Od początku udziału w mistrzostwach drużyny z Uniwersytetu Warszawskiego regularnie kwalifikują się do światowych finałów. Tylko Uniwersytet w Waterloo dochodzi równie często do końcowej fazy zawodów.

Dlaczego polscy informatycy tak dobrze wypadają w konkursie? Zdaniem prof. Madeya ważną rolę pełnią olimpiady przedmiotowe w szkołach, a także działalność Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, który wspiera najzdolniejszą młodzież. „Wbrew temu, co się powszechnie uważa, nie mamy takiego fatalnego systemu edukacji. Mamy świetnych nauczycieli i świetną młodzież” – podkreślił.

W tegorocznych mistrzostwach weźmie udział 112 zespołów. W każdej drużynie walczy trzech zawodników – studentów informatyki.

Zawodnicy mają pięć godzin na rozwiązanie 12 zadań konkursowych. Każda z drużyn ma do dyspozycji jeden komputer i kartki, na których zapisuje wyliczenia. Początkowo uczestnicy mogli korzystać także z książek i notatek, jednak kartkowanie materiałów trwało na tyle długo, że z czasem ograniczono liczbę materiałów pomocniczych.

Co ciekawe, w jednym z najbardziej nowatorskich konkursów niezwykle ważną rolę odgrywają zwykłe balony. Każde zadanie ma przypisany balon w innym kolorze. Taki balon jest doczepiany do stanowiska drużyny, która rozwiąże zadanie poprawnie. Im baloników jest więcej, tym lepszy jest wynik zespołu. Obserwując salę łatwo można więc zaobserwować, które zadania były łatwe i która drużyna najlepiej radzi sobie z ich rozwiązywaniem.

A z czym mierzą się uczestnicy konkursu? Mając podane reguły gry w pasjansa i konkretne rozdanie kart muszą np. oszacować, czy zwycięstwo w tej grze jest możliwe, albo pomóc Sindbadowi dowieźć 100 złotych łyżeczek do danego miejsca wiedząc, że mijając poszczególne wsie musi on oddawać jedną łyżeczkę. Mogą też np. przestrzegając przepisów ruchu drogowego i omijając strome wzniesienia, wskazać mieszkance górzystego miasta najprostszą trasę rowerową z jej mieszkania do pracy.

Oprócz tytułu mistrza świata w programowaniu zespołowym uczestnicy mogą liczyć na jeden z czterech złotych, srebrnych lub brązowych medali.

 

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here